Cud - miód, czyli sernik na herbatnikach
To nie tak, że jakieś aspiracje cukiernicze mną targają. Jednak często, dość często, zaczyna jakieś pragnienie malutkie mnie prześladować - a może by coś upiec.
Tym razem nie pragnienie, nie myśl, nie pomysł, wyzwoliły apetyt na sernik, lecz zwyczajna duża paczka herbatników kakaowych, rozbebeszonych, znaczy napoczętych, leżąca na kuchennym stole i codziennie kłująca w oczy, i codziennie przesuwana z jednego końca stołu w drugi.
- Oj dobra, ciasteczka, coś wymyślę. Nie przekroczycie cienkiej linii daty przydatności do spożycia.
Kiedy zaczynam rozmawiać z ciasteczkami, to znaczy, że trzeba wziąć się za bary z szaleństwem.
Już jakiś czas temu myślałam o serniku, więc serki, podstawa sernika, czekały w lodówce. Zgromadzenie odpowiednich składników to w naszym przypadku, wyzwanie logistyczne. Tu słowo wyjaśnienia na temat warunków aprowizacyjnych. Mieszkamy na wsi. Wieś jest mała, rozproszona. Do najbliższego sklepu jest około 5 kilometrów. Nie ma zatem mowy o sytuacji, że zabrakło mleka, cukru czy oleju, więc wyskoczę za róg i kupię czego potrzebuję. My musimy mieć zaopatrzoną spiżarnię. Mamy zapas wszystkiego, ale produktów z krótką datą ważności nie da rady gromadzić w nadmiarze. To taka informacja w nawiązaniu do serków, które, akurat zakupione wcześniej, w lodówce były, bo wiadomo, cała reszta składników - w spiżarni.
No to chwilę pogrzebałam w internecie, drugą chwilę pogrzebałam w segregatorze w poszukiwaniu przepisu. W segregatorze mam bardzo dużo przepisów, wydrukowanych na papierze lub wyciętych z gazety. Bo wiecie, jak się blackout przytrafi, to nie poszperasz w sieci, a z kartki przepis przeczytasz. No, chyba że ludzie zatracą umiejętność składania literek w wyrazy.
Wracając do sernika.
Już na etapie kupowania twarogu wymyśliłam, że użyję serków homogenizowanych, waniliowych, (waniliowy to mój smak ukochany), a ponieważ obawiałam się, że będą zbyt rzadkie, kupiłam też mascarpone.
Tak się przedstawiają składniki:
- serek waniliowy - 520 g - akurat tyle, bo opakowania były cztery po 130 g, Przecież nie będę ujadała 20 g, żeby było dokładnie 500;
- mascarpone - 500 g;
- cukier drobny - 70 g;
- budyń śmietankowy lub oczywiście, waniliowy, bez cukru - 40 g (czyli torebka);
- masło - 147 g - żart, tyle się po prostu odkroiło, bo kto by się paprał z aptekarską dokładnością;
- jaja - 5 sztuk - od sąsiadki - znaczy, od kur sąsiadki. Miastowym pozostają jaja z Biedronki. Albo od Żabki;
- herbatniki kakaowe - 295 g, bo tyle zostało w napoczętym opakowaniu.
Herbatniki rozkruszyłam na piasek w czymś na kształt malaksera. Można się pomęczyć z płaską pałką, no, taką drewnianą pałką obciętą w połowie główki. Masło rozpuściłam, wlałam do piasku herbatnikowego. Dobrze przemieszałam. Przełożyłam do tortownicy (średnica 24 cm). Uklepałam płaską pałką, porządnie! Przypomnijcie sobie klepanie babek z piasku. I wstawiłam do piekarnika na 10 minut w 180 stopniach. Bez termoobiegu.

Herbatnikowe dno, herbatnikowy spód - żeby ładnie brzmiało - stygł w otwartym oknie, a ja zaczęłam przygotowywać masę sernikową.Oddzieliłam żółtka od białek. Proszek budyniowy zmieszałam w miseczce z cukrem i dosypywałam do miksowanych żółtek. Wyszedł kogel-mogel z budyniem. Dodałam mascarpone. Pomiksowałam. Dodałam serki waniliowe. Pomiksowałam. Ubiłam pianę z białek. Dodałam do masy sernikowej. Pomieszałam łychą drewnianą. Wyłożyłam, a raczej wylałam to wszystko na spód herbatnikowy.
Piekło się prawie godzinę w piekarniku góra-dół w 180 stopniach.
Oczywiście, że podglądałam! Oczywiście, że byłam z lekka zaniepokojona, kiedy ciasto podjęło próbę ucieczki z tortownicy. Minutunik na szczęście w porę zaterkotał. Czas minął. Ciasto ostygło w piekarniku, a noc spędziło w lodówce.

Efekt przeszeł najśmielsze oczekiwania! Sernik na herbatnikach smakuje wybornie. A będzie smakował jeszcze lepiej z wiśniową frużeliną, którą można wypełnić z lekka zapadnięty środek. De gustibus. Może to być frużelina z innych owoców albo, jak komuś mało słodko - masa czekoladowo-śmietankowa.
Nie trzymajmy się zbyt sztywno przepisów. To takie ramy, a wyjście poza nie, przynosi niekiedy zaskakujące rezultaty.